TWARZE WOJNY

Oderwane nosy. Zmiażdżone oczodoły. Przeorane odłamkami policzki. Tysiące ukraińskich żołnierzy i cywilów noszą ślady najcięższych wojennych ran. Jedni wstydzą się wyjść z domu. Innych boją się własne dzieci. - Bez twarzy nie jesteś człowiekiem - mówią.

Maksym

Maksym

29 lat

Zanim film się urwał, Maksym usłyszał trzask. Krótki i soczysty, jakby pod nożem pękł dojrzały arbuz.

A potem wszystko zgasło.

Kiedy odzyskał świadomość, klęczał. Z twarzy lała się krew. Na kamizelce leżały zęby.

Reszta żołnierzy stała jak wryta.

Kula przeszła przez ucho i szczękę. Wyszła policzkiem, który teraz zwisał przy szyi.

- Wtedy o niczym nie myślałem. Chciałem żyć - mówi Maksym. - Powiedziałem, żeby jeden przyłożył policzek na miejsce. Drugi owinął bandaż wokół głowy. Potem ruszyliśmy.

Po dwóch dniach marszu jednostka Maksyma wydostała się z otoczenia w Pokrowsku. On trafił prosto na stół operacyjny.

Maksym jest jednym z tysięcy ukraińskich żołnierzy, którzy podczas rosyjskiej inwazji doznali ciężkich obrażeń twarzy.

Oderwane nosy, roztrzaskane oczodoły, przeorane odłamkami policzki. Fizyczne rany, za którymi kryją się znacznie cięższe - psychiczne.

- Bez twarzy nie jesteś człowiekiem - mówi Wadym.

W 2024 r. pocisk moździerzowy wybuchł tuż przy jego twarzy. Wadym stracił nos i kości policzkowe. Lekarze ustabilizowali jego stan, w miejsce brakujących kości wstawili płytki. Ale z brakiem nosa niewiele mogli zrobić.

Zanim drukarka 3D wypluje gotowy tytanowy implant, zespół lekarzy i bioinżynierów spędza około dwóch tygodni nad jego projektowaniem. Ma idealnie odtwarzać geometrię utraconych kości.

- Ani społeczeństwo, ani system opieki zdrowotnej nie byli przygotowani na taką skalę dramatu - mówi Danyło Prychodko, założyciel laboratorium druku 3D Imatech.

Przed inwazją jego firma sporadycznie wykonywała implanty twarzy. Kilka, kilkanaście przypadków rocznie.

Pod koniec 2022 r. na biurku Prychodki leżały setki zapytań od lekarzy.

wadym

Wadym

39 lat

Kiedy wiatr rozwiał dym po wybuchu, Wadym się podniósł. Chwiał się, ale nie czuł bólu. Tylko dziwne wrażenie, że czegoś brakuje. Dotknął twarzy i natychmiast cofnął dłoń.

Pod palcami była ciepła, lepka miazga.

Doczołgał się do ziemianki, zgłosił, że jest ranny. Twarz pulsowała, krew ściekała po szyi. Dopiero po sześciu godzinach dowództwo dało zielone światło na ewakuację. Szedł sam.

- Nie wiem, jak pokonałem siedem kilometrów piechotą. Pamiętam tylko, że wsiadłem do karetki i film się urwał.

Obudził się w szpitalu. Bez nosa. Górna warga rozerwana, szczęka w kawałkach, kości policzkowe roztrzaskane. 

- Nie wiedziałem, czy chcę dalej żyć.  

Wadym przeszedł sześć operacji. Wstawili mu trzy stalowe płytki, zrekonstruowali wargę i kanalik łzowy. Ale bez nosa bał się wychodzić z domu.

- Nosiłem bandaż, ale i tak czułem na sobie spojrzenia. Wstydziłem się siebie.

Wolontariusze "Lekarzy dla bohaterów" znaleźli Wadyma w szpitalu. Zaproponowali udział w programie. Uzbierali pieniądze. Następnie zespół chirurgów, laryngologów, bioinżynierów i anaplastologów rozpoczął pracę nad silikonową protezą nosa.

- Wadym ma dwóch braci, ale każdy z innym kształtem nosa. Wzorowaliśmy się na starych zdjęciach - mówi Dmytro Filonenko, anaplastolog.

Po czterech miesiącach poprawek Wadym dostał protezę mocowaną na magnes.

- Ten dzień będę pamiętać zawsze. Wtedy odzyskałem życie.

Rotysław

Rostysław

47 lat

Do tej pory w projekcie "Lekarze dla bohaterów" wzięło udział ponad tysiąc żołnierzy. Każdemu odtworzono to, co zabrała wojna. Części czaszek, oczodołów, żuchw, kości policzkowych. Protezy uszu, nosów, zębów i najwięcej - oczu.

Rostysław opuszcza powiekę. Jeden ruch i na dłoni ląduje kawałek medycznego plastiku. Kolor tęczówki idealnie odwzorowany. Białko lekko żółtawe. Starannie odtworzona siatka naczyń.

Rostysław: - W szpitalu spojrzałem na siebie w lustro. Zobaczyłem potwora.

Kilka dni wcześniej zmierzał na pozycje pod Awdijiwką. Pamięta wybuch i jak bezwładnie upadło ciało żołnierza z przodu. Rostysław przeżył, ale stracił oko i fragment oczodołu.

- Powiedziałem żonie, że to koniec. Ma znaleźć sobie kogoś normalnego. Nie chciałem być ciężarem dla niej i córki.

Żona wybuchła płaczem. Od tego momentu jeździła za Rostysławem po całym kraju. Szpitale, centra rehabilitacyjne i w końcu protezowanie.

Rostysław: - Proteza przywróciła mi pewność. Nigdy nie byliśmy z rodziną tak blisko jak teraz.

Różnice między protezą i naturalnym okiem są niedostrzegalne. Proteza naśladuje ruchy oka oraz idealnie odwzorowuje kolory. 

Rosyjska inwazja i tysiące historii takich, jak Rostysława, zmusiły Ukrainę do improwizacji. Przed 2022 r. w kraju było niewielu specjalistów od protezowania twarzy.

- W Niemczech, żeby zostać okularystą (specjalista tworzący protezy gałki ocznej – red.), trzeba ukończyć pięcioletnie studia - mówi Wołodymyr. - My mieliśmy na to miesiące.

Do niedawna Wołodymyr był technikiem dentystycznym. Dziś odpowiada za protezy oczu. Pobiera odlewy oczodołów. Bioinżynierowie projektują kształt. Drukarki 3D wyrzucają pierwsze wersje. Plastycy dobierają kolory. Na końcu proteza znowu trafia do Wołodymyra.

- Szlifowanie, przymiarki, trzy-cztery miesiące pracy. A potem pacjent wychodzi z gotową protezą. I jest szczęśliwy - mówi Wołodymyr.

Andrij

Andrij

29 lat

Dla lekarzy przypadek Andrija jest zagadką. Stracił część czaszki. Większość nosa. Oko.

I nadal żył.

Co się wydarzyło tego dnia, Andrij wie z relacji innych żołnierzy. Sam pamięta tylko nadlatujący dron. Wybuch. Cięcie. Ponoć podniósł się o własnych siłach. Milcząc wszedł do ziemianki. Inni też milczeli. Andrij nie miał twarzy. Spod płatów skóry wystawały kości. Złamana lewa ręka zwisała bezwładnie.

Andrij: - Trzy miesiące później ocknąłem się w szpitalu. Poczułem ulgę. Żyłem.

Ubytki kości czaszki i policzkowych uzupełniono tytanową płytką. Zamiast oka wstawiono protezę. Ale najtrudniej było z nosem. Część tkanek i kości się zachowała, dlatego lekarze zdecydowali się na rekonstrukcję. Kilkunastogodzinna operacja, pobieranie chrząstki z żeber, formowanie fałdy. Potem kolejne i kolejne operacje, aż kawałek przeszczepionej skóry zacznie wyglądać jak nos.

- Czasem dzieci wybuchają płaczem na mój widok. Dorośli odwracają wzrok - mówi Andrij. Wtedy powtarzam sobie: ta twarz jest tylko tymczasowa.

Od roku Andrij jest pod opieką kanadyjskich lekarzy. Przylatują do Iwano-Frankowska dwa razy do roku. Operują najcięższe przypadki, szkolą ukraiński personel.

- Operowaliśmy w Rwandzie, Nepalu, Etiopii, ale tak skomplikowanych obrażeń, jak w Ukrainie, nie widzieliśmy. Pacjentom często brakuje nie tylko oka czy nosa, ale całych fragmentów kości, tkanek, mięśni - mówi Peter Adamson, założyciel fundacji "Face the Future".

W wielu przypadkach oznacza to całkowitą odbudowę.

alt

Nela

41 lat

- Jestem zmęczona życiem z moją twarzą - mówi Nela.

Jeszcze w 2014 r. Nela w obwodzie donieckim trafiła pod rosyjski ostrzał. Odłamki uszkodziły organy wewnętrzne, przebiły czaszkę, zmiażdżyły oczodół i wyrwały część skroni.

Nela: - Ocknęłam się w ciemnym pomieszczeniu. W nozdrza uderzył zapach antyseptyków. Leżałam na czymś śliskim i zimnym.

Krzyknęła. Drzwi się otworzyły, wpadli przerażeni lekarze. Nela leżała na stercie trupów.

- Tego dnia zginęło wielu ludzi, a ja miałam niewyczuwalny puls. Z tak zmasakrowaną twarzą nie miałam prawa przeżyć. Uznali mnie za martwą.

Nela przeszła dziesiątki operacji, ale jej twarz nadal nosi ślady ran.

- Lekarze obiecali poprawić mi nos, skronie oraz oczodół, żeby proteza oka nie zapadała się - mówi Nela. - Chcę tylko kiedyś znowu usłyszeć, że jestem piękna.

alt

Wadym Nagorny

54 lata

- Część naszych pacjentów nie może jeść, mówić, śmiać się. Nawet jeśli są sprawni fizycznie, jest im ciężko odnaleźć swoje miejsce w społeczeństwie - mówi Danyło Prychodko. - Dlatego mówimy, że rekonstrukcja twarzy jest tak naprawdę rekonstrukcją życia.

Wadym Nagorny przez pół roku był odżywiany przez sondę.

Wybuch miny zmiażdżył mu szczękę i kości policzkowe.

- Pamiętam wybuch, a potem jak klęczę i wyjmuję z ust zęby i fragmenty kości, żeby się nie zadławić - wspomina.

Na pierwszym etapie leczenia lekarze zszyli rozerwane tkanki miękkie. Ale Wadym nie mógł ani jeść, ani rozmawiać.

- Marzyłem, by znowu poczuć smak jedzenia - mówi.

Teraz wrócił do domu, czeka na kolejne operacje. Jego wargi nadal się nie domykają. Wadym cały czas trzyma chusteczkę przy ustach.

Kiedy jem, przechylam głowę na bok. Nie jest to najlepszy widok. Wyganiam wtedy żonę i córkę z kuchni. Ale one się upierają. Mówią: to nic! Po wszystkim po prostu chcą być obok. Uczestniczyć w moim życiu.

alt

Pawło

35 lat

Córka łapie dłoń Pawła. Ma 6 lat. Dwie kitki zawiązane wysoko. Pewnie prowadzi go korytarzem.

Powtarza: - Tato, ja cię zaprowadzę.

Pawło posłusznie idzie za nią. W jednej ręce laska, w drugiej dłoń córki.

- Dla niej nie ma znaczenia, jak wyglądam. Żyję. To najważniejsze - mówi Pawło.

Ma 35 lat, trójkę dzieci. Przed wojną - kierowca. Ostatnie, co widział - wybuch miny. 40 dni później wybudził się ze śpiączki w Unbroken Centre, ośrodku rehabilitacyjnym we Lwowie.

- Lewitowałem gdzieś pomiędzy snem a jawą. Otwierałem oczy, a wokół gęsta ciemność. Ktoś dotknął dłoni, powiedział moje imię. I nagle wróciły wspomnienia. Wlatywały do głowy jak rój wściekłych szerszeni.

Atakowały mnie obrazy. Jak stałem trzy metry od miny. Jak po wybuchu dotknąłem twarzy, a jej nie było. Jak ci, którzy stali obok, zginęli.

Pawło: Z tej wojny każdy wychodzi inaczej. Ktoś zostanie cały fizycznie, ale zniszczony psychicznie. Ktoś w ogóle nie wróci. Dwaj, którzy byli ze mną, nie żyją. Miałem szczęście.

Pawło przeszedł 20 operacji. Kolejne zaplanowane są na trzy lata do przodu.

- Zoperują, poprawią, żebym jakoś wyglądał. Ale wzroku mi nie przywrócą - mówi.

Córka mocno ściska jego dłoń. Dwie kitki, szybkie kroki. Kolejny raz prowadzi go przez oddział, zna każdy zakręt.

- Opiekuje się mną. A mnie przygniata myśl, że powinno być odwrotnie. Że muszę znaleźć miejsce dla siebie. Zarabiać. Przerabiałem tysiące pomysłów. Może własny biznes? A może pracownia garncarska? Gnieciesz glinę, zostawiasz w niej całą swoją frustrację. Nie mam oczu, ale boję się zobaczyć nieudaną przyszłość moich dzieci.